Dyżurne sale porodowe zamiast oddziałów. System reaguje na znikające porodówki
Polska mapa porodówek kurczy się z miesiąca na miesiąc. Malejąca liczba urodzeń, problemy kadrowe i finansowe sprawiają, że kolejne szpitale rezygnują z prowadzenia oddziałów położniczych. W odpowiedzi na ten trend Ministerstwo Zdrowia wprowadza rozwiązanie, które ma zabezpieczyć najbardziej nagłe i dramatyczne sytuacje. Od 31 stycznia w życie wchodzą przepisy zgodnie z którymi tworzone będą dyżurne sale porodowe.
Przeczytaj również: Zmiany na SOR coraz bliżej. Ministerstwo chce uporządkować chaos pierwszych minut
Dyżurne sale porodowe. Nowe prawo, stare lęki
Zmiany zapisano w nowelizacji rozporządzenia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego, podpisanej 15 stycznia 2025 roku. Nowe regulacje formalnie otwierają drogę do tworzenia specjalnych sal porodowych, które nie będą pełnoprawnymi oddziałami, ale mają pełnić rolę zabezpieczenia w sytuacjach nagłych.
To rozwiązanie ma szczególne znaczenie dla mniejszych miejscowości, gdzie zamknięcie porodówki oznacza często konieczność kilkudziesięciokilometrowej podróży do najbliższego szpitala. Dla kobiety w trakcie porodu taki dystans bywa źródłem realnego zagrożenia i ogromnego stresu.
Czym jest dyżurna sala porodowa?
Zgodnie z nowymi przepisami, dyżurna sala porodowa może powstać w szpitalu, który likwiduje oddział położniczy, pod warunkiem że do najbliższego szpitala z pełnym oddziałem ginekologiczno-położniczym jest dalej niż 25 kilometrów. To nie ma być alternatywa dla planowych porodów, lecz rozwiązanie awaryjne, stosowane wtedy, gdy nie ma czasu na transport.
Opieka w takiej sali ma być sprawowana przez dyżurującą położną, przy wsparciu ratownika medycznego. Kobieta rodząca, która zgłosi się na Szpitalny Oddział Ratunkowy lub izbę przyjęć i znajduje się w stanie wymagającym natychmiastowej interwencji, będzie mogła skorzystać z wydzielonego, odpowiednio przygotowanego pomieszczenia.
Bezpieczeństwo pod ścisłym nadzorem
Resort zdrowia podkreśla, że kluczowym warunkiem funkcjonowania dyżurnych sal porodowych jest bezpieczeństwo. Placówka musi mieć możliwość przetransportowania ciężarnej do szpitala z oddziałem położniczym w czasie nie dłuższym niż 15 minut. Oznacza to konieczność posiadania odpowiednio wyposażonej karetki, przeznaczonej wyłącznie do obsługi przypadków położniczych.
Każda taka sala musi spełniać szczegółowe wymogi sprzętowe określone w rozporządzeniu, a jej uruchomienie wymaga opinii wojewódzkich konsultantów w dziedzinie położnictwa oraz pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego. W teorii ma to zagwarantować, że rozwiązanie nie stanie się prowizorycznym substytutem porodówki, lecz realnym zabezpieczeniem na wypadek nagłych zdarzeń.
Twoje ciało potrzebuje odprężenia? Skorzystaj z zabiegów w ramach usług masaż Poznań i pozbądź się wszelkich dolegliwości! W przypadku różnego rodzaju kontuzji, przeciążeń lub nadwyrężeń, zachęcamy do skorzystania z zabiegów w ramach usług fizjoterapia Poznań.
Porodówki znikają, rozwiązania gaszą pożary
W ostatnich miesiącach z mapy Polski zniknęły m.in. oddziały położnicze w Lesku i Leżajsku. Już 1 lutego, dzień po wejściu w życie nowych przepisów, zamknięta ma zostać kolejna porodówka na Śląsku oraz dwie w Wielkopolsce. To proces, który postępuje szybciej, niż wielu decydentów chciałoby przyznać.
Dyżurne sale porodowe mają wypełnić powstające luki, ale sam resort zdrowia nie ukrywa, że chodzi o sytuacje incydentalne. Szacunki mówią o kilku takich porodach rocznie w jednej placówce. Planowe porody nadal mają odbywać się wyłącznie na pełnoprawnych oddziałach położniczych.
Potrzebujesz leczenia ortodontycznego w Krakowie, by wyleczyć wady zgryzu? Sprawdź – ortodonta Kraków
Między bezpieczeństwem a symboliczną obecnością
Nowe przepisy są próbą znalezienia kompromisu między realiami demograficznymi a potrzebą zapewnienia minimum bezpieczeństwa kobietom w ciąży. Dla jednych dyżurna sala porodowa będzie ostatnią deską ratunku w krytycznym momencie. Dla innych – symbolicznym znakiem, że państwo wycofuje się z lokalnej opieki okołoporodowej.
Jedno jest pewne: 31 stycznia nie zamyka dyskusji o przyszłości porodówek w Polsce. Wręcz przeciwnie – otwiera ją na nowo, stawiając pytanie, jak daleko można się cofnąć, nie przekraczając granicy bezpieczeństwa.