Autyzm w Polsce. System, który przychodzi za późno
W Polsce coraz głośniej wybrzmiewa pytanie, które dla wielu rodzin nie jest już abstrakcyjną debatą, lecz codziennym doświadczeniem: dlaczego dzieci w spektrum autyzmu wciąż diagnozowane są tak późno. Choć eksperci od lat podkreślają znaczenie wczesnej interwencji, system ochrony zdrowia nadal nie potrafi odpowiedzieć na potrzeby najmłodszych w kluczowym momencie ich rozwoju. Autyzm nie jest chorobą. To neurorozwojowa różnorodność, która wpływa na sposób komunikacji, relacji społecznych i odbioru świata. Im wcześniej zauważone zostaną sygnały wymagające pogłębionej diagnostyki, tym większa szansa, by dziecko otrzymało realne wsparcie, zanim trudności zaczną narastać i pociągać za sobą kolejne konsekwencje.
Przeczytaj również: Terapia CAR-T – nadzieja, która zmienia reguły gry w onkologii
Autyzm – symptomy. Moment, który system ignoruje
Rodzice często dostrzegają niepokojące sygnały bardzo wcześnie. Czasem jeszcze przed pierwszymi urodzinami dziecka pojawiają się wątpliwości dotyczące kontaktu wzrokowego, reakcji na imię czy sposobu komunikacji. Gdy jednak zgłaszają je lekarzowi, o dalszym losie dziecka nierzadko decyduje subiektywna ocena, że „wszystko jest w porządku”.
Bilans zdrowia dwulatka w Polsce skupia się głównie na rozwoju ruchowym. Sprawdza się, czy dziecko chodzi, wspina się i prawidłowo rośnie. Dzieci rozwijające się w spektrum autyzmu bardzo często spełniają te kryteria bez zarzutu, co bywa mylące i usypia czujność. Tymczasem obszar rozwoju społecznego i komunikacyjnego pozostaje niemal niewidoczny.
Przegapiona szansa na wczesną interwencję
Eksperci nie mają wątpliwości, że to właśnie ten moment jest kluczowy. Wczesna interwencja znacząco zwiększa skuteczność terapii i realnie wpływa na jakość przyszłego życia dziecka. Gdy diagnoza pojawia się dopiero około szóstego roku życia, a taki jest dziś średni wiek rozpoznania w Polsce, wiele szans zostaje bezpowrotnie straconych.
Późna diagnoza to nie tylko opóźnienie wsparcia. To także narastające problemy emocjonalne, wtórne zaburzenia psychiczne, trudności edukacyjne i społeczne, a w konsekwencji wykluczenie. Koszt ponoszą nie tylko rodziny, ale cały system, który później musi mierzyć się z dużo poważniejszymi kryzysami.
Postulat prosty, ale wciąż niespełniony
Środowisko ekspertów i organizacji rodzicielskich od lat apeluje o jedno: rozszerzenie bilansu zdrowia dwulatka o elementy oceny funkcjonowania społecznego i komunikacyjnego. Nie chodzi o stawianie diagnozy przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, lecz o większą uważność i skierowanie dziecka do specjalisty, gdy pojawiają się sygnały ostrzegawcze.
Takie rozwiązanie pozwoliłoby wychwycić dzieci, które dziś „znikają” z systemu na kilka kluczowych lat. Zanim trafią ponownie do specjalistów, ich trudności są już znacznie głębsze, a droga do samodzielności o wiele bardziej wyboista.
Dowód, że to działa
Przykład Gdańska pokazuje, że zmiana jest możliwa. Projekt szkoleniowy dla pediatrów, prowadzony przez Instytut Wspomagania Rozwoju Dziecka, udowodnił, że poszerzona obserwacja kliniczna zwiększa czujność lekarzy bez ryzyka masowej naddiagnozowalności. Dzięki temu około 5 procent więcej dzieci zostało skierowanych na pogłębioną diagnostykę, a lekarze deklarowali wzrost kompetencji i większą pewność w codziennej praktyce.
To rozwiązanie nie zburzyło systemu. Przeciwnie, pokazało, że prostsze narzędzia i uważność mogą realnie zmienić los konkretnych dzieci.
Ministerstwo Zdrowia: system nie jest gotowy
Podczas posiedzenia sejmowej podkomisji do spraw zabezpieczenia społecznego wyraźnie zarysował się rozdźwięk między stroną społeczną a Ministerstwem Zdrowia. Resort podkreśla, że system nie jest przygotowany organizacyjnie i metodologicznie do formalnego rozszerzenia bilansu dwulatka. Wskazuje na brak zwalidowanych narzędzi, niewystarczające przygotowanie kadr POZ oraz ryzyko przeciążenia ośrodków diagnostycznych.
Ministerstwo planuje najpierw opracowanie precyzyjnych narzędzi we współpracy z Instytutem Matki i Dziecka, tak aby przesiew był efektywny kosztowo i nie generował nadmiernej liczby skierowań. Problem w tym, że nawet ten etap nie ma jasno określonego harmonogramu, a prace mogą zostać przesunięte na kolejne lata.
Zmagasz się z przebarwieniami, trądzikiem lub bliznami? Skontaktuj się z kliniką Biogenica. W ramach usług medycyna estetyczna Poznań zaproponują laser na trądzik, botoks na zmarszczki, peeling na przebarwienia.
Nie możemy czekać kolejnych lat
Eksperci odpowiadają jednoznacznie: czekanie ma realną cenę. Każdy rok zwłoki to kolejne dzieci, które nie otrzymują wsparcia na czas. Procedura przesiewowa nie musi być doskonała, by była potrzebna. Jej celem jest wyłowienie dzieci wymagających dalszej diagnostyki, a nie stawianie ostatecznych rozpoznań.
Środowisko apeluje, by prace nad bilansem zdrowia prowadzić równolegle i już teraz uwzględnić ocenę funkcjonowania społecznego. Takie podejście oszczędziłoby czas, pieniądze i – co najważniejsze – ludzkie dramaty.
Nie odkładaj zdrowego uśmiechu na później! Pełne leczenie ortodontyczne Poznań to więcej niż tylko proste zęby. To poprawa wymowy, zgryzu i samopoczucia.
Wracają do nas zagubieni nastolatkowie
Organizacje rodzicielskie mówią wprost o skutkach zaniechań. Do fundacji trafiają nastolatkowie z późnymi diagnozami, zmagający się z depresją, lękami i poczuciem całkowitego niezrozumienia. To dzieci, które nie zostały wychwycone na wczesnym etapie, a dziś stoją przed dorosłością bez narzędzi do samodzielnego życia.
System może być niegotowy, ale dzieci w spektrum autyzmu już tu są. Każde opóźnienie to kolejna stracona szansa. Wczesna diagnostyka nie jest luksusem ani eksperymentem. Jest elementarnym obowiązkiem państwa wobec najsłabszych, których głosu często nikt nie słyszy.