Leczyli ponad limit, dziś dostaną ułamek pieniędzy. Szpitale stają przed dramatycznym wyborem
Szpitale przyjmowały pacjentów wtedy, gdy było to konieczne. Operowały, hospitalizowały, prowadziły kosztowne terapie lekowe. Dziś słyszą, że za część tych świadczeń otrzymają od 30 do 100 procent wyceny. Reszta ma pozostać po ich stronie jako „ryzyko zarządcze”. W tle pojawiają się pierwsze głosy o pozwach sądowych.
Stawką nie są jedynie bilanse finansowe, lecz płynność funkcjonowania placówek i pytanie fundamentalne: czy w polskim systemie ochrony zdrowia decyzja o przyjęciu pacjenta ma zależeć od jego stanu zdrowia, czy od tabeli limitów.
Przeczytaj również: Prawo zaostrzone, rynek odporny. Medyczna marihuana znów bije rekordy sprzedaży
Nadwykonania: miliardy złotych i niepewność
Podczas posiedzenia w Sejmie wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka zapowiedziała, że nadwykonania w świadczeniach nielimitowanych za 2025 rok mają zostać rozliczone do końca marca. W tych zakresach zapłata ma wynieść 100 procent wartości.
Inaczej wygląda sytuacja w przypadku świadczeń limitowanych. Tu zastosowane zostaną wskaźniki degresji – od 30 do 100 procent wyceny. Wyjątek stanowią programy lekowe, które mają zostać opłacone w całości.
W praktyce oznacza to, że szpitale za część świadczeń wykonanych ponad limit otrzymają znacznie mniej niż wynikałoby to z obowiązującej wyceny. Co więcej, będzie to poziom niższy niż w analogicznych rozliczeniach za rok 2024.
Według danych przedstawionych 13 lutego podczas posiedzenia Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia, nierozliczone świadczenia z III i IV kwartału 2025 roku opiewają na 8 mld 327 mln zł. W tej kwocie mieszczą się:
2 mld 216 mln zł za świadczenia nielimitowane,
4 mld 923 mln zł za świadczenia limitowane,
1 mld 188 mln zł za programy lekowe.
To pieniądze, które szpitale już wydały – na pensje personelu, leki, materiały medyczne, energię. W wielu przypadkach finansowały je z kredytów lub przesunięć budżetowych.
Szpitale „Stoimy pod ścianą”
Marta Nowacka, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego i jednocześnie dyrektor Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich, nie ukrywa emocji. Jak mówi, część placówek rozważa drogę sądową i odmowę podpisania ugód na proponowanych warunkach. Są jednak i takie, które nie mają wyboru.
Zadłużone szpitale powiatowe muszą zgodzić się na proponowane stawki, by odzyskać choć część środków i móc regulować zobowiązania. Bez tego grozi im utrata płynności finansowej.
Nowacka podkreśla, że lecznice poniosły realne koszty leczenia pacjentów. W praktyce od miesięcy kredytują system, czekając na zwrot środków. Tymczasem dziś słyszą, że przyjęcie większej liczby pacjentów ponad limit to ich „ryzyko zarządcze”.
Piekarnia i chleb za 30 procent
Porównanie, którego używa prezes Nowacka, jest brutalnie proste. To tak, jakby klient przyszedł do piekarni i zapłacił za chleb tylko 30 procent ceny, tłumacząc, że więcej nie może dać. Reszta miałaby być problemem piekarza, choć ten poniósł pełne koszty produkcji.
Różnica polega na tym, że tu nie chodzi o chleb, lecz o hospitalizację, operację czy leczenie onkologiczne. O decyzje podejmowane często w trybie pilnym, bez możliwości odłożenia ich „na później”, gdy zwolni się limit.
Pojawia się pytanie, które w środowisku medycznym wybrzmiewa coraz głośniej: czy szpital ma odmawiać przyjęcia pacjenta, gdy wyczerpał kontrakt? Czy lekarz ma kalkulować koszty zamiast kierować się wskazaniami medycznymi?
NFZ: to duże wyzwanie
Prezes Narodowy Fundusz Zdrowia Filip Nowak przyznał w rozmowie z Rynkiem Zdrowia, że sfinansowanie świadczeń wykonanych ponad wartość umów jest dużym wyzwaniem. Rozliczenie ma być możliwe dzięki uruchomieniu przez Ministerstwo Zdrowia kwoty 4 mld zł.
Środki te mają pochodzić między innymi z rezerwy celowej. Aby trafiły do Funduszu, potrzebna jest zgoda Ministerstwo Finansów oraz sejmowej Komisji Finansów Publicznych.
Jednocześnie w projekcie planu finansowego NFZ na 2026 rok przewidziano na „koszty świadczeń opieki zdrowotnej z lat ubiegłych” jedynie 87 mln zł. W zestawieniu z miliardowymi zaległościami kwota ta budzi niepokój wśród dyrektorów placówek.
Między odpowiedzialnością a ekonomią
Deklaracje mówią o rozliczeniu świadczeń nielimitowanych i programów lekowych w całości. W przypadku limitów decyzje mają zapadać w drodze negocjacji z oddziałami wojewódzkimi NFZ. To oznacza miesiące rozmów, niepewności i kalkulacji.
Szpitale znalazły się w sytuacji granicznej. Z jednej strony presja finansowa i groźba utraty stabilności. Z drugiej – odpowiedzialność za pacjentów, których nie można było odesłać z kwitkiem tylko dlatego, że roczny limit został przekroczony.
Spór o nadwykonania to nie tylko konflikt o pieniądze. To debata o modelu funkcjonowania publicznej ochrony zdrowia. O tym, czy system jest w stanie udźwignąć realne potrzeby zdrowotne społeczeństwa, czy też będzie zmuszał szpitale do wybierania między rachunkiem ekonomicznym a obowiązkiem leczenia.
Dla wielu placówek najbliższe tygodnie mogą być decydujące. Część z nich podpisze ugody, by przetrwać. Inne mogą zdecydować się na batalię sądową, licząc, że walka o pełną zapłatę stanie się jednocześnie walką o zmianę zasad gry.