Prawo zaostrzone, rynek odporny. Medyczna marihuana znów bije rekordy sprzedaży
Jesienią 2024 roku państwo powiedziało „stop”. Nowe przepisy miały ograniczyć masowe wystawianie recept na środki odurzające i psychotropowe, w tym medyczną marihuanę. Z dnia na dzień zakończyła się epoka łatwo dostępnych e-recept z tzw. receptomatów. Wymóg osobistego badania pacjenta miał przywrócić kontrolę nad systemem.
Statystyki początkowo potwierdziły skuteczność zmiany. Ale tylko na chwilę. Kilka miesięcy później rynek wrócił do wcześniejszej dynamiki. Popyt znów rośnie, a państwo szuka sposobu, jak egzekwować własne regulacje.
Przeczytaj również: Granice wytrzymałości. Co dzieje się z krwią biegaczy ultramaratonów?
Gwałtowny spadek i szybkie odbicie
7 listopada 2024 roku weszły w życie przepisy zaostrzające zasady wystawiania recept na opioidy oraz medyczną marihuanę. Od tej chwili receptę na fentanyl, morfinę, oksykodon czy konopie lecznicze można było wystawić wyłącznie po osobistym zbadaniu pacjenta. Wyjątek dotyczył kontynuacji leczenia przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, z wyłączeniem nocnej i świątecznej opieki.
Cel był jasny: ograniczyć praktykę zdalnego przepisywania silnych substancji bez realnej weryfikacji stanu zdrowia.
Efekt? W listopadzie 2024 roku liczba recept na medyczną marihuanę spadła o 57 procent w porównaniu z październikiem. Po rekordowych 72 tysiącach recept w październiku, w listopadzie wystawiono ich zaledwie 31 tysięcy. Wcześniej, w styczniu 2024 roku, było to 42 tysiące, a latem – nawet 65 tysięcy miesięcznie.
Spadek był spektakularny. Ale krótkotrwały.
Jak przyznaje Główny Inspektor Farmaceutyczny Łukasz Pietrzak, po kilku miesiącach zainteresowanie medyczną marihuaną zaczęło ponownie rosnąć. W ostatnim czasie liczba recept wróciła do poziomów sprzed nowelizacji. Rynek dostosował się do nowych realiów szybciej, niż przewidywali regulatorzy.
Problemem nie jest popyt, lecz egzekucja prawa
Wypowiedzi przedstawicieli inspekcji farmaceutycznej wskazują, że kluczowym problemem nie jest sama konstrukcja przepisów, lecz ich egzekwowanie. Rozporządzenie nie przewiduje sankcji karnych za jego naruszenie. To oznacza, że mechanizm odstraszający jest ograniczony.
Część podmiotów próbowała interpretować wymóg „osobistego zbadania pacjenta” w sposób liberalny, uznając, że rozmowa telefoniczna spełnia ten warunek. W praktyce oznaczało to dalsze funkcjonowanie modelu zbliżonego do receptomatów, choć w zmodyfikowanej formie.
W tym miejscu do akcji wkroczył Rzecznik Praw Pacjenta.
Kary do pół miliona złotych
Rzecznik Praw Pacjenta uznał, że niedostosowanie się do nowych regulacji może stanowić naruszenie zbiorowych praw pacjentów, w szczególności prawa do świadczeń udzielanych z należytą starannością.
W latach 2024–2025 wydano 43 decyzje stwierdzające stosowanie praktyk naruszających prawa pacjentów w związku z wystawianiem recept na odległość, mimo zmiany przepisów. W przypadku braku dostosowania do decyzji możliwe było nałożenie kary finansowej do 500 tysięcy złotych. Takie sankcje faktycznie zastosowano.
Podmioty lecznicze odwoływały się od decyzji, jednak 22 stycznia 2026 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił dwie skargi. W ostatnim czasie nałożono kolejne cztery kary, których łączna wartość sięgnęła niemal pół miliona złotych.
Co istotne, działania Rzecznika dotyczą podmiotów leczniczych, a nie bezpośrednio lekarzy. W przypadku podejrzenia nieprawidłowości możliwe jest jednak zawiadomienie rzeczników odpowiedzialności zawodowej lub organów ścigania.
Wybierz specjalistów, którzy kompleksowo zajmą się Twoim uśmiechem. Skontaktuj się z nami, aby dowiedzieć się więcej o dostępnych aparatach ortodontycznych i terminach konsultacji ortodontycznej! Sprawdź: ortodonta Poznań.
Medyczna marihuana w cieniu opioidów
W medialnym przekazie dotyczącym środków odurzających dominuje dziś fentanyl – substancja, która w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie doprowadziła do jednego z najpoważniejszych kryzysów zdrowia publicznego ostatnich dekad. Tysiące zgonów rocznie, dramatyczne obrazy osób odurzonych, funkcjonujących jak w półśnie – to obrazy, które wstrząsnęły opinią publiczną.
W Polsce sytuacja wygląda inaczej. Jak wynika z informacji przekazywanych przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji, zainteresowanie pozamedycznym stosowaniem fentanylu jest mniejsze. Powód? Inne oczekiwania wobec substancji psychoaktywnych. Fentanyl w dawkach odurzających otępia, „wyłącza”, ogranicza kontakt z rzeczywistością.
To nie ten efekt, którego poszukują użytkownicy rekreacyjni.
Znacznie większe zainteresowanie – również w ramach legalnego rynku – budzi oksykodon. A medyczna marihuana, choć formalnie przeznaczona do leczenia określonych schorzeń, stała się produktem o stabilnym i rosnącym popycie.
Dbając o zdrowie, nie zapominaj o regularnych kontrolach – nowoczesna stomatologia Wrocław pomaga utrzymać uśmiech w dobrej kondycji.
Leczenie czy łatwy dostęp?
Dyskusja o medycznej marihuanie w Polsce coraz rzadziej dotyczy samej skuteczności terapeutycznej. Coraz częściej koncentruje się wokół pytania o granice dostępności i odpowiedzialność systemu.
Z jednej strony są pacjenci, którzy wskazują na realne korzyści w leczeniu bólu przewlekłego, spastyczności czy niektórych zaburzeń neurologicznych. Z drugiej – regulatorzy obawiający się nadużyć i rozmycia kryteriów kwalifikacji.
Nowelizacja z listopada 2024 roku miała być punktem zwrotnym. Miała przywrócić medycznej marihuanie status leku, a nie łatwo dostępnego produktu zamawianego przez internet.
Dane pokazują jednak, że ograniczenie kanałów dystrybucji nie zmniejszyło trwałego zainteresowania. Popyt przetrwał regulacyjną burzę.
Państwo kontra rynek
Obecna sytuacja pokazuje napięcie między intencją ustawodawcy a realiami rynku. Wprowadzenie obowiązku osobistego badania pacjenta przyniosło natychmiastowy efekt statystyczny. Ale brak silnych narzędzi egzekucyjnych sprawił, że system szybko znalazł nowe ścieżki działania.
Dziś medyczna marihuana znów sprzedaje się świetnie. A pytanie, czy mamy do czynienia z dojrzałym rynkiem terapeutycznym, czy z polem do nadużyć, pozostaje otwarte.
Jedno jest pewne: sama zmiana przepisów nie wystarczy. Bez skutecznej kontroli i jasnych zasad odpowiedzialności nawet najbardziej restrykcyjne regulacje mogą okazać się jedynie chwilowym hamulcem w dynamicznie rozwijającym się segmencie rynku farmaceutycznego.