Porodówki cichną. Wielkopolska traci kolejne oddziały położnicze
Jeszcze niedawno oddziały położnicze były symbolem lokalnej wspólnoty i poczucia bezpieczeństwa. Dziś w coraz większej liczbie miast gasną światła na porodówkach. Natomiast decyzje o ich zamknięciu zapadają nie z powodów medycznych, lecz demograficznych i finansowych. Wielkopolska staje się jednym z najbardziej wyrazistych przykładów tej zmiany.
Przeczytaj również: Cichy składnik codziennej diety. Konserwanty pod lupą naukowców
Siedem porodów miesięcznie – granica opłacalności
Od lutego dwa kolejne szpitale w regionie – w Turku i Złotowie – przestaną przyjmować porody. Oddziały położnicze zostaną tam przekształcone w oddziały ginekologiczne. Powód jest brutalnie prosty: zbyt mało dzieci przychodziło tam na świat. W Turku wiosną ubiegłego roku rodziło się nie więcej niż siedmioro dzieci miesięcznie. Dla dyrekcji szpitala była to liczba, przy której dalsze utrzymywanie pełnej infrastruktury położniczej traciło sens.
Oddział noworodkowy w Turku był zawieszony już od lipca. Jak podkreślał dyrektor placówki, funkcjonowanie oddziału przy tak małej liczbie porodów nie tylko nie poprawiało bezpieczeństwa, ale generowało realne straty finansowe. Rocznie było to około 1,5 mln zł, w sytuacji gdy zadłużenie szpitala przekracza 40 mln zł.
Finanse kontra bezpieczeństwo
Decyzja o zamknięciu porodówki w Turku wpisuje się w szerszy plan ratowania placówki. Szpital zakończył 2024 rok stratą rzędu 2,5 mln zł, ale według wstępnych szacunków kolejny rok ma szansę zamknąć bez deficytu. To kluczowe, bo tylko jednostki o ustabilizowanej sytuacji finansowej będą mogły skorzystać z rządowego programu oddłużeniowego.
Porody mają być kierowane do sąsiednich szpitali w Kole, Koninie i Kaliszu. Na miejscu pozostanie ginekologia, a w sytuacjach skrajnych poród nadal będzie mógł zostać odebrany. Dla wielu mieszkanek regionu oznacza to jednak dłuższą drogę do szpitala. Ponadto, poczucie, że bezpieczeństwo okołoporodowe oddala się razem z zamykaną porodówką.
Zmagasz się z kontuzją bądź inną dolegliwością cielesną? Polecamy kontakt z wykwalifikowanym fizjoterapeutą, Szymonem Budnikiem. Specjalista udzieli Ci pomocy w ramach usług masaż Poznań i fizjoterapia Poznań.
Mapa porodówek coraz uboższa
Z danych Wielkopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ wynika, że w regionie działa obecnie 26 czynnych oddziałów położniczych, z czego cztery w Poznaniu. Jednocześnie część szpitali formalnie wciąż posiada oddziały ginekologiczno-położnicze, ale nie sprawozdaje porodów i przygotowuje się do ich likwidacji.
W 2025 roku z położnictwa zrezygnowały już szpitale w Nowym Tomyślu, Chodzieży i Gostyniu, a wcześniej także w Rawiczu i Wągrowcu. Dodatkowo porodówki w Grodzisku Wielkopolskim i Ostrzeszowie funkcjonują w zawieszeniu, z terminami granicznymi wyznaczonymi na pierwszą połowę roku. W praktyce oznacza to, że w ciągu kilkunastu miesięcy z mapy regionu zniknęło lub znika kilka kolejnych miejsc, w których rodziły się dzieci.
Chcesz podkreślić swoje naturalne piękno? W ramach usług medycyna estetyczna Poznań możesz zdecydować się na szereg dostępnych zabiegów – laser co2, botoks poznań.
Poznań przyciąga, prowincja traci
Statystyki urodzeń pokazują wyraźną koncentrację porodów w największych ośrodkach. W 2025 roku w Wielkopolsce przyszło na świat 23 082 dzieci, z czego niemal jedna piąta urodziła się w jednym miejscu – Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. To blisko 4,6 tys. porodów, liczba nieosiągalna dla mniejszych szpitali powiatowych.
W subregionach liderami pozostają pojedyncze, większe placówki: Ostrów Wielkopolski, Konin, Leszno czy Piła. Dla mniejszych miast oznacza to stopniowe wypychanie porodów poza lokalne społeczności i rosnącą zależność od odleglejszych ośrodków.
Cisza, która mówi więcej niż statystyki
Zamykanie porodówek nie jest jedynie techniczną decyzją organizacyjną. To sygnał głębokich zmian demograficznych i społecznych. Malejąca liczba urodzeń sprawia, że całe oddziały stają się nierentowne, a rachunek ekonomiczny wygrywa z emocjami i przywiązaniem do lokalnych szpitali.
Dla wielu rodzin to jednak nie tylko kwestia liczb, lecz utrata poczucia bliskości i bezpieczeństwa w jednym z najważniejszych momentów życia. Wielkopolska pokazuje dziś, jak cicho może znikać coś, co przez dekady było oczywistą częścią lokalnej rzeczywistości – miejsce, w którym zaczyna się życie.